Tłusty Czwartek- dlaczego jemy nawet jeśli nie lubimy?

Tłusty czwartek- dzień, w którym z czystym sumieniem możemy spożywać tony pączków, faworków i innych słodkości, zapominając o noworocznych postanowieniach. Pamiętając o coraz bardziej popularnym stylu życia ‚eko’ i ‚fit’, nadal kultywowana tradycja Tłustego Czwartku jest dobrym case study kilku teorii odnoszących się do zachowań konsumentów.

„Podstawowym celem działalności konsumenta jest maksymalne zaspokojenie potrzeb. Miarą stopnia zaspokojenia potrzeb jest użyteczność dóbr i usług, czyli subiektywna przyjemność wynikająca z ich konsumowania.”

Po okresie noworocznych postanowień, kiedy wielu kupuje pierwszy karnet na siłownię, przechodzi na dietę, postanawia zostać herosem zdrowia i zgrabnej sylwetki, Tłusty Czwartek przychodzi jak wybawienie, zaspokajając nie tylko potrzebę uzupełnienia cukrów ale też rozgrzeszenia ‚małych występków spożywczych’, które miały miejsce po drodze. Nawet dla tych, którzy nie poczynili noworocznych postanowień, przyjemność z konsumowania legalnych słodkich bomb kalorycznych, bez obaw o bycie ocenianym przez wyznawców stylu ‚fit’, jest unikatową okazją, która przynosi wiele przyjemności.

„Wraz ze wzrostem konsumowanej ilości dobra, jego krańcowa użyteczność ma tendencję do zmniejszania się. Z reguły bowiem konsumpcja pierwszej jednostki danego dobra dostarcza największej satysfakcji.” Oznacza to, że przyjemność ze zjedzenia każdego kolejnego pączka w Tłusty Czwartek będzie mniejsza niż podczas konsumowania poprzedniego. Eureka! Przeciętny niezaprawiony w bojach pączkożerca, wchodząc w dwucyfrową liczbę spożycia zapewne będzie błagać o litość i przez kolejne tygodnie nawet o słodkim lukrze nie pomyśli. Na pewno kojarzycie wyścig o opchnięcie pączka, który rozpoczyna się czwartkowego popołudnia. Pączki, które leżąc na samym spodzie góry, nie znalazły swoich amatorów, są rozdawane wszystkim wokół, poszukując tych, którzy są w stanie przyjąć kolejne 400 kalorii. Krańcowa użyteczność, czyli satysfakcja z konsumpcji tego dodatkowego pączucha, staje się wtedy bliska zeru.

Dlaczego jemy mimo, że nie lubimy? W Tłusty Czwartek, wyjątkowo aktywnie działa zasada podczepiania, zgodnie z którą ludzie wierzą lub robią pewne rzeczy tylko dlatego, że wiele innych osób tak robi. Jest to też psychologiczna podstawa efektu owczego pędu. Taka tradycja. Za chwilę zacznie się post i będziemy ograniczać spożycie. Wszyscy jedzą pączki- jem i ja. Nawet jeśli nie mam ochoty na pączka i nigdy nie jem pączków bo wolę kwaśne niż słodkie- i tak dla świętego spokoju zjem, aby móc rozmawiać o tym jakie były pyszne i że już ani jednego więcej nie zmieszczę. A później….pozostaje przejść 2,6 km, szybko biegać przez 13 minut lub 20 minut jeździć na rowerze…I po przyjemności ze słodkiego obżarstwa przejść do produkcji sportowych endorfin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *